„Mademoiselle Coco. Miłość zaklęta w zapachu”

fot. L'editorial

Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć…. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć….

Bezgłośnie wypowiadana wyliczanka rozpoczyna historię skromnej dziewczyny oddanej do przyklasztornego sierocińca przez owdowiałego ojca.
Delikatna  o chłopięcej sylwetce, piękna jak obrazek, wesoła, krucha a przy tym niezwykle odważna i energiczna. Gabrielle Chanel.
Dalej poznajemy ją jako dorosłą kobietę, która odniosła niekwestionowany sukces stając się wielką projektantką i twórczynią najsłynniejszych perfum świata. Znalazła się na samym szczycie drabiny społecznej, mimo że ubogie pochodzenie było jej kompleksem przez resztę życia.

Droga do sukcesu nie była łatwa. Nagła śmierć ukochanego mężczyzny przysłoniła Gabrielle sens życia i dalsze plany. Rywalizująca z nią o względy w towarzystwie „przyjaciółka” Misia Sert, w tym akurat momencie postawiła ją na nogi. Przywiodła wspomnienia wspólnych planów Gabrielle i jej ukochanego Boya – stworzenia idealnego zapachu domu mody Chanel. To najwspanialszy pomnik, jaki mogła mu wystawić, ich wspólny projekt, którego nie zdążyli zrealizować.
Główna bohaterka książki zdecydowanie nie pozwala nam zapomnieć o ich miłości, nawet kiedy pozornie wydawało się, że wszystko wraca do normy… 

Piątego dnia piątego miesiąca roku zawsze prezentuję nową kolekcję

Gabrielle Chanel
fot. L’editorial

Wytworne modele prosto z domu mody Chanel trafiały do kobiet z najwyższych kręgów francuskiej arystokracji.  Prostota kapeluszy, obszerne marynarskie bluzy, dzianinowe sukienki reprezentowały spokojny, elegancki styl jej kolekcji – bez żadnych piór i bombastycznych ozdób.

Styl idealny dla pewnych siebie, nowoczesnych i wyemancypowanych kobiet. W czasach, kiedy Gabrielle projektowała swoje najlepsze kreacje, spodnie nie były jeszcze częścią damskiej garderoby. Mało kto wie, że to właśnie ona włożyła je na damskie nogi, lansując jako stylowy strój rekreacyjny.
Dziś już nikogo nie dziwił ani nie oburzał widok kobiety palącej albo ubranej w spodnie do konnej jazdy.
Owładnięta tęsknotą, zatracająca się w pracy, szukająca ukojenia w ramionach kolejnych kochanków, z kompleksem zwykłej krawcowej, Gabrielle nieprzerwanie szyła, projektowała, dążyła do tego, aby jej kreacje oferowały kobietom wygodę, której wcześniej nie doświadczały. Tworzyła proste funkcjonalne sukienki, wieczorowe garnitury, klasyczne żakiety.
Coco uwielbiała eksperymentować, wiedziała czego chce i jakie perfumy chce stworzyć… dla Boya.

Sporządziłem dla Pani dziesięć próbek. Dwa razy po pięć…

Zmysłowa, sensualna i nowoczesna –  taka była jej moda i taki miał być zapach dla klientek… Tak przynajmniej myśleli kolejni pojawiający się w jej życiu mężczyźni, którzy wywarli znaczący wpływ na powstanie najsłynniejszych perfum świata.
Gabrielle nie odpuszczała, z uporem i determinacją dążyła do celu – Boy zawsze podziwiał jej odwagę brania się do rzeczy, przed którymi kapitulowały inne kobiety.
Tak poznała Siergieja Diagilewa. Miał przy sobie chusteczkę nasączoną perfumami stworzonymi specjalnie dla rodziny carskiej. Kwiaty i jednocześnie drewno. Cierpki i zarazem z nutą słodyczy. Obietnica i równocześnie spełnienie.
Już wiedziała, że za tą nadzwyczajną, niezidentyfikowaną mieszaniną aromatów będzie podążać.
W dalszej drodze towarzyszył jej książę Rosji, Dymitr Pawłowicz Romanow. Zaprowadził ją do twórcy zapachu Bouquet de Catherine, których receptura stanowiła klucz do sukcesu Gabrielle.
Poznała u niego kilka próbek aromatów, z których wybrała ten jeden jedyny, niepowtarzalny – Chanel No 5!, a w nim najbardziej luksusowe kompozycje, jakie zna świat. Zapach trafił do serc klientek, a wieść o perfumach rozniosła się tak szybko, że każda z kobiet, która je powąchała nie zważając na cenę, koniecznie musiała je zdobyć. A więc: Boy udało się!

fot. L’editorial

Pięć to mistyczna liczba przyporządkowana miłości, niepodzielna kombinacja męskiej trójki i damskiej dwójki.

Magiczna cyfra 5 towarzyszyła Gabrielle przez całe życie, stając się częścią jej sukcesu –  Chanel No 5. Niezależnie od tego jak bliska prawdy jest ta historia – ta książka to pozycja, po którą warto sięgnąć.

To opowieść nie tylko o ikonie stylu, ale także zmysłowo opowiedziana historia Kobiety (przez duże K). Autorka pozwala jej zaistnieć w całej gamie odsłon kobiecości. Nie jest to tradycyjna biografia, więc może nie dla każdego. I choć kultowy zapach do mnie nie trafia, to powieść o miłości zaklętej w zapachu już zdecydowanie tak!

Recenzja: Katarzyna Fronczyk

Udostępnij ten artykuł
Tagi
Disco mushroom. Detal, który wywołuje efekt wow
15 września 2023
Dyskotekowe kule wracają do łask! A dokładniej dyskotekowe grzybki inspirowane ich blaskiem. To przedmioty,...
Read More
5 przepisów na zachwycające jesienne kanapki, jak z Pinterest
13 września 2023
Jesień kryje w sobie bogactwo smaków. Jak wykorzystać to, co daje nam natura i przygotować pyszne posiłki?...
Read More

polecamy